Gdy byłam dzieckiem nie było u nas zwyczaju tworzenia kalendarza adwentowego. O czekoladkach zamkniętych w osobnych ponumerowanych okienkach tworzących bożonarodzeniowy obrazek nawet nie marzyłam, bo zresztą i tak takich rzeczy w sklepach nie było. Chodziliśmy na roraty z lampionem i zbieraliśmy obrazki, codziennie jeden i to one tworzyły świąteczną opowieść.
Któregoś roku szukając pomysłu na kalendarz adwentowy dla córki, trafiłam na książkę J. Gaareder "Tajemnica Bożego Narodzenia". To piękna opowieść w której czytelnik dołącza do wędrówki w czasie razem z Elisabet chcącej dogonić baranka, który uciekł z sklepu towarowego, aniołem Efirielem i innymi, którzy wspólnie chcą zdążyć na narodziny Jezusa.
Codziennie czytaliśmy jeden rozdział, który przybliżał nas do świąt . Książka ta towarzyszyła nam przez kilka kolejnych adwentów i nawet teraz, po wielu latach często ją wspominamy.
W tym roku w ramach adwentowego kalendarza zdjęłam z półki książkę " W drodze do domu" L. Henriksen. Nie specjalnie lubię opowiadania, ale tym razem robię wyjątek. Jest to zbiór 25 opowieści o zwykłych ludziach, których łączy tylko to że zamieszkują jedno fikcyjne miasteczko Skogli. Różni ich praktycznie wszystko, od środowiska z jakiego pochodzą, przez różny wiek, charakter, status społeczny, aż po stosunek do świąt. I wbrew pozorom nie są to wcale ckliwe i cukierkowe historie.
Jedna historia dziennie, a ostatnia wypadnie akurat w samą wigilię.





































