Na naszym ryneczku/bazarku w ostatnim czasie bywam bardzo rzadko, po pierwsze dlatego, że handel odbywa się tam niestety tylko do godz. +/- 12.00 a na pozostałą część dnia to miejsce zamiera a po drugie, jak nie muszę rano jechać do miasta, to nie jadę a w godzinach popołudniowych patrz punkt wyżej 😉.
Ale dzisiaj byłam i przywiozłam do domu to:
Stolik po wytarciu z kurzu, bo innych zabiegów nie wymagał, natychmiast znalazł sobie miejsce przy fotelu pod schodami.
A niciak powędruje do pokoju na górze, ale najpierw muszę zrobić porządny przegląd jego zawartości, bo okazało się, że w środku jest jeszcze bonus w postaci przeróżnych akcesoriów krawieckich i nie tylko, i naprawdę jest tego sporo. Tak po wstępnym przejrzeniu wygląda na to, że praktycznie wszystko będę mogła wykorzystać w swoich robótkach.
A za oknem oprócz tego, że temperatura wyjęta wprost z tropików, to mamy dzisiaj widok prawdziwie wiejskiego lata.
Szukajcie cienia i miejcie najlepiej na świecie ❤️.
Czyli raz z górki, raz pod górkę, raz wolniej a raz szybciej, ale zawsze to jednak do przodu. A teraz nadszedł czas aby zacząć nadrabiać zaległości za moim oknem czyli tu na blogu, bo bardzo dużo się działo od kwietnia, i dawno też nie odwiedzałam blogów zaprzyjaźnionych, więc spodziewajcie się mnie również i u siebie 😊.
A dzisiaj na dobry początek kawa ☕. Przy okazji zareklamuję tę konkretną kawiarnię a właściwie pijalnię kawy El Gato we Wrocławiu, bo nigdzie lepszej kawy nie piłam. I teraz żałuję, że nie zrobiłam więcej zdjęć. Gatunki kawy, smaki, sposób parzenia wszystko do wyboru. My wybrałyśmy kawę kolumbijską Gaitania
... zaparzaną w syfonie. A tutaj fotograficzny zapis procesu parzenia kawy. Filmik pewnie byłby lepszy, ale nie wpadłam na ten pomysł.
A tak poza tym to jest gorąco ☀️☀️ a podobno ma być jeszcze goręcej 🌞, więc trzymajcie się cieplutko, a właściwie to szukajcie cienia, pijcie dużo wody i miejcie się najlepiej na świecie. Do zobaczenia tym razem zdecydowanie szybciej niż za miesiąc 😏.
Żyjecie sobie spokojnie, każdy dzień zplanowany, podchodzi już nawet pod rutynę a tu nagle BUCH i okazuje się, że wszystko trzeba przemeblować. Wyrastają wyzwania, które jeszcze przed chwilą z całą świadomością były ignorowane, bo "po co, przecież tak jak jest, jest dobrze". Figa z makiem. Dobrze to było do czasu, teraz czas się otrząsnąć i do przodu. Bo jak teraz się poddam, to ten kryzys pokona mnie i pozostanie tylko ogromna niemoc.
Uwielbiam kwiecień, ale dobrze, że ten już się kończy.
"Radosne serce wzmacnia zdrowie, ale przygnębiony duch wysusza kości." Prz 17.22
Trzymajcie się cieplutko, a ja tymczasem muszę podjąć wyzwanie, wyjść ze strefy własnego komfortu i przełamać to, co jest do przełamania. Trzymajcie kciuki 😊.
Niedziela czyli cisza, spokój i wolno płynący czas przypomniał mi, że dawno mnie już tutaj na blogu nie było i fajnie byłoby wrzucić nowy wpis. I będzie wpis, ale taki bardziej staro-nowy, bo gdy weszłam w folder "posty robocze" ukazało mi się ponad 20 nieopublikowanych postów. Niektóre z nich tylko rozpoczęte, ale i takie, które mogłabym odrazu kliknąć "opublikuj". Jeden z takich wpisów był utworzony 2 lata temu, a dokładnie 9 marca 2024 i sama mocno się zastanawiam, dlaczego zostawiłam go w wersji roboczej 🤔. No nic, widocznie miał sobie tak leżeć w ukryciu i czekać, ale teraz po lekkiej edycji niech wyjdzie na światło dzienne. Opis panującej wówczas pogody zostawiam jednak bez zmian.
***
Za oknem wieje i leje. Pogoda paskudna, wcale nie zimowa, bardzo depresyjna dlatego będzie dzisiaj o książce, która wpisuje się trochę w tę atmosferę przeczekania na lepsze czasy, czyli kolejna książka z walizki. Ta trafiła tam pod wpływem impulsu, jaki pojawił się po ujrzeniu tytułu czyli "Pomyślę o tym jutro". Oczywiście pierwsze skojarzenie to Scarlett O'Hara z "Przeminęło z wiatrem". Zresztą przyznaję się bez bicia, że i mnie zdarza się nie raz przekładać rozwiązanie jakiejś sprawy czy problemu na przysłowiowe jutro. Zwłaszcza wtedy, gdy wydaje się, że dana sprawa mnie w jakiś sposób w tym konkretnym momencie przerasta.
Książka wyszperana na Targach Dobrej Książki z jednego z kartonów czy skrzyneczek z etykietką "książki za 5 (10) zł" i z gatunku tych, które nigdy nie będą pretendować do miana bestsellerów, ale mimo to na portalu lubimyczytac.pl uzyskała 7 punktów na 10. Pomimo tego, że traktuje o sprawach trudnych, wcale nie jest smutna, jest bardzo emocjonalna, a czyta się ją szybko i przyjemnie.
(koniec starego wpisu)*
Będąc w temacie książek zrobię tu małą reklamę dla vloga książkowego "Ciotka od książek". Vlog młodziutki, szukający swoich odbiorców, traktujący w większości o książkach dla dzieci, ale nie tylko, dla trochę starszych również coś się znajdzie. Kasię można znaleźć na YT i na Instagramie, bardzo polecam 😊.
I na koniec wracam do tego, co zastałam w starym nieopublikowanym wpisie czyli ... zdjęcie dnia, nie nawiązujące w żaden sposób do tematu i sentencja, myśl, która gdzieś kiedyś mi się wyświetliła.
W oczekiwaniu na pełną miskę, a nawet dwie 🍛🍛.
„Nie trać czasu na gonienie ludzi, którzy nie są zainteresowani byciem
złapanym. Zamiast tego zainwestuj ten czas w relacje z ludźmi, którzy są
równie podekscytowani gonitwą za Tobą.”
Wyjazd urodzinowy choć urodziny nie moje, trochę sentymentalno - wspomnieniowy.
Taka refleksja i jednocześnie moje zaskoczenie. Trwają ferie szkolne, zaczynają się ferie zimowe dla szkół m.in. z
województwa dolnośląskiego, więc mogłoby się wydawać, że w takiej
górskiej miejscowości będzie sporo ludzi. Przynajmniej się tego spodziewałam a jest dokładnie odwrotnie. Turystów jak na lekarstwo, a jeżeli już to albo w wieku emerytalnym albo młodzi z małymi dziećmi w wieku przedszkolnym. W tym spora część to
Niemcy albo Czesi. Zdarzyło się też zobaczyć grupkę/grupki dzieci z organizowanych form zimowego wypoczynku. Hotele, pensjonaty praktycznie puste.
Dzisiaj pisania będzie mało, czyli dużo zdjęć, mało tekstu.
Widok z okna pokoju hotelowego i widok na Sepią Górę.
Stały mieszkaniec, a raczej mieszkanka hotelu.
Spacer uliczkami Świeradowa ....
I wspomnieniowa wizyta w miejscu, gdzie 40 lat temu Jarek służył w wojsku. Dokładnie tutaj była strażnica Wojsk Ochrony Pogranicza. Była, dlatego, że teraz pozostała po niej wykrzywiona furtka i miejsce po rozebranym budynku strażnicy.
A tak wyglądał nieistniejący już budynek strażnicy.
zdjęcie z Wikipedii
I obowiązkowa wizyta w Domu Zdrojowym.
Na dworze zimno, więc trzeba się troszeczkę ogrzać, czyli czas na kawę i coś słodkiego.
Uwielbiam takie klimaty.
Kawa czarna, kawa po wiedeńsku a to coś słodkiego to torcik bezowy. Po powrocie do domu bieżnia pójdzie w ruch 😆.
I aby nie zabrakło wątku anielskiego, to takie aniołki towarzyszyły nam w kawiarni.
Droga powrotna do domu to przede wszystkim zachwyt widokami. Góry, drzewa i wszystko wkoło pokryte śniegiem i szadzią. I żal tylko, że żadne zdjęcia nie oddadzą tego naturalnego piękna. To naprawdę trzeba zobaczyć na żywo.
I kolejny wpis zakończyłam zimowymi widokami, ale zima potrafi być tak piękna, że nie sposób oprzeć się kolejnym zachwytom.
Zima zimą a wy trzymajcie się cieplutko i miejcie najlepiej na świecie ❤️.