Translate

wtorek, 27 października 2026

Targi Książki w Krakowie

Na Targi Książki w Krakowie wybierałam się od kilkunastu lat, wybierałam się ale wybrać się nie mogłam. Jednak w tym roku moja determinacja była już na tak wysokim poziomie, że żadne przeszkody nie miały szansy, aby mnie powstrzymać przed wyjazdem, co doprowadziło do tego, że w minioną sobotę o godzinie 10.05 znalazłam się w Krakowie.
Wypad trochę szalony, jednodniowy z wyjazdem z domu o godzinie 4.50 i z powrotem trochę przed godziną 23. 

Z dworca Kraków Główny,  tramwajem i dwoma autobusami, całkiem sprawnie, bo w zaledwie 30 minut dojechałam do Międzynarodowe Centrum Targowo-Kongresowe EXPO, gdzie od 29 lat odbywają się Międzynarodowe Targi Książki. Przed  wejściem do hali ludzi ogrom, dwie kolejki, jedna mniejsza do kas, a druga kilkukrotnie większa dla tych, którzy już mają bilety zakupione przez internet. Ja stanęłam w tej drugiej i mimo ogromnej ilości osób, kolejka przesuwała się bardzo szybko i po około 10, może 15 minutach byłam już w środku. 

Po wejściu na halę, po krótkiej dezorientacji stwierdziłam, że szkoda czasu na błądzenie i sprawdzanie co, gdzie i kiedy, więc w punkcie informacji zaopatrzyłam w program, który właściwie był mi najmniej potrzebny ...


... i zdecydowanie bardziej przydatny plan targów, aby nie chodzić po omacku między stoiskami. Chociaż i tak, aby znaleźć strefę stoisk antykwarycznych musiałam zasięgnąć dodatkowych informacji. Ale tak to jest, jak się jest pierwszy raz w nowym miejscu. Za drugim razem, już nie będzie nowe i zdecydowanie będzie łatwiej i sprawniej się w tych labiryntach książkowych stoisk odnaleźć.


Ludzi bardzo dużo, ale absolutnie nie było problemu z przejściem od stoiska do stoiska,  ani zaglądania nikomu przez ramię chcąc obejrzeć wystawione książki.


Autografy tym razem sobie odpuściłam, ale z zainteresowaniem obserwowałam różnych autorów podczas podpisywania książek.



Spotkania z autorami na scenach a przed każdą sceną całkiem sporo miejsca, aby sobie usiąść i posłuchać albo po prostu posiedzieć i odpocząć.



Poniżej zdjęcia z bardzo fajnej akcji "Książka za Książkę". Polegała ona na tym, aby przynieść używaną książkę, odebrać kupon rabatowy na zakup nowych tytułów lub innych produktów z oferty targowej, honorowany na stoiskach wydawnictw, które przyłączyły się do tej akcji - 1 kupon rabatowy to 1 nowy produkt taniej!

Strefa antykwariatów była moim jedynym, ale jednocześnie ogromnym rozczarowaniem tych targów, czyli bardzo, bardzo skromna oferta wystawców antykwarycznych, a to jest miejsce, gdzie zawsze spędzam najwięcej czasu wychodząc z założenia, że nowości zawsze zdążę kupić, jeśli nie na targach to w księgarni, a perełki antykwaryczne na jakie można trafić są nie do przecenienia. Ale pomimo skromności tych stoisk, to trafiłam tu na bardzo długo poszukiwaną książeczkę dla dzieci "Florentynkę" Mariana Orłonia. W mojej klasyfikacji jest to prawdziwa perełka literatury dziecięcej i zdecydowanie złagodziła to moje rozczarowanie. 

 
Na tych regałach wszystkie książki miały jedną cenę - 7 zł.
 

I ciekawostka, z którą pierwszy raz się spotkałam na targach - stoisko niespodzianka przygotowana przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Krakowie czyli książka za darmo.  Podobała mi się reakcja ludzi, kiedy na pytanie o cenę, dostawali odpowiedź : "Nic, za darmo, proszę sobie wybierać :)". Ja wybrałam  dwie.


Troszeczkę po godzinie 16, pełna wrażeń i z wypełnioną książkami torbą opuściłam targi, aby o 17.45 wsiąść do pociągu relacji Kraków Główny - Wrocław Główny, skąd jeszcze przesiadka do pociągu do Legnicy, a tam z oczekującym przed dworcem Jarkiem powrócić do domu.


A oto co tym razem ze sobą przywiozłam :


 Jeśli po jednym dniu miałabym skusić się na jakieś podsumowania to przede wszystkim, tak w jednym zdaniu -  świetna organizacja w każdym obszarze, organizatorzy Warszawskich  Targów powinni brać u nich nauki. Zadbano o każdy aspekt od wejścia, przez przestrzeń dla poszczególnych stoisk, strefę relaksu, miejsca z kawą, wodą, strefą gastronomiczną,  po spotkania z zaproszonymi gośćmi w salach, chociaż z powodu bardzo ograniczonego czasu z tej ostatniej oferty nie skorzystałam.
Czy wybiorę się tam ponownie? Jak najbardziej, ale już nie na jeden dzień tylko co najmniej 2 a nawet 3 dni, aby był czas i dla książek i dla samego Krakowa.
 
Trzymajcie się cieplutko i miejcie najlepiej na świecie😊


niedziela, 18 października 2026

Szydełkowe plany

Szydełka u mnie  ostatnio było mało, ale winę zwalam oczywiście  na porę roku. Latem i wczesną jesienią ogród praktycznie całkowicie wypiera wszystkie inne aktywności, jedynie książki nie dają się wyprzeć, ale szydełko z ogrodem niestety przegrywa. Ale mamy już drugą połowę października, więc robótki wracają do łask. Mam nawet plan, co bym chciała wydziergać w najbliższym czasie z tym,  że to co bym chciała, a co z tego wyjdzie to się dopiero okaże.

Marzy mi się taki szal/chusta i dokładnie w takim kolorze. Do konkretnej sukienki. Poniższe zdjęcie jest z zasobów internetu.

Problemem jest to, że nie chcę jej kupić tylko sama zrobić, ale do tego potrzebuję wzoru. Nawet nie musi być identyczny, ale żeby chociaż trochę przypominał ten ze zdjęcia. Jestem uparta więc będę szukała do skutku 😉.

 A tymczasem robię swoją pierwszą chustę, z grubszej włóczki bo ma służyć do okrycia w czasie długich jesiennych i zimowych wieczorów zamiast koca. 

Jak tylko skończę chustę, to w kolejce już od bardzo dawna czeka odkładana na tzw. "później" zazdrostka z bożonarodzeniowym motywem. Gdyby się tak cofnąć w moich wpisach rok, dwa albo nawet trzy lata to znalazłby się już już taki post o zamiarach takiej zazdrostki. Wciąż niestety nie zrealizowany. Będzie coś takiego ...


Chyba, że w najbliższym czasie znajdzie się jeszcze inny świąteczny wzór, który spodoba mi się jeszcze bardziej i go podmienię. 

 Trzymajcie się cieplutko i miejcie najlepiej na świecie ❤️

 

 

sobota, 10 października 2026

Naradowy Teatr Edukacji czyli Ola na scenie

Otwierasz oczy - ósma,
poszedłeś do sklepu - środa,
zaparzyłeś sobie kawę - jesień,
położyłeś się odpocząć - zima ...
Wydaje się, że właśnie tak 
leci teraz czas.

Ten tekst znalazłam, a właściwie sam się znalazł podczas przewijania rolek w internecie i tak idealnie do mnie pasuje w tym momencie, że musiałam go tu przytoczyć. Obiecywałam sobie, że postaram się zachować większą częstotliwość i  regularność nowych wpisów na blogu i znowu nic nie wyszło, czyli wszystko u mnie po staremu. Na brak zajęć nie mogę narzekać, a wręcz przeciwnie i często mam wrażenie, że wciąż więcej przede mną niż za mną. A teraz, kiedy już lada chwila po przestawimy zegary i wejdziemy na czas zimowy, to dzień skróci się jeszcze bardziej. Nie lubię zmian czasu.

Parę dni temu, no dobrze - trzy tygodnie temu, kolejny raz mieliśmy okazję zobaczyć naszą córkę aktorkę na scenie teatralnej. Fajnie patrzy się swoje, już dorosłe dziecko, gdy podczas odgrywania zadanej roli wciela się różne postaci, ale i tak widzimy tam tę naszą Olę 😉 . Oczywiście pozdrowienia dla teatralnej ekipy Narodowego Teatru Edukacji, którą mieliśmy przyjemność poznać - jesteście świetni i to nasze zdanie  chociaż ktoś może zarzucić, że jest subiektywne jest też poparte reakcją dzieciaków na widowni, a jakby nie mówić dzieciaki są najbardziej wymagającymi odbiorcami, ale również podsłuchane komentarze nauczycieli, którzy im towarzyszyli to potwierdzają.  "Dorotka" - rewelacyjna, "Hejter" - super, "AI Robot" - sami najlepiej wiecie co z nim 😉 . Niestety mam tylko to jedno zdjęcie podczas ukłonów i to niezbyt wyraźne.

To zdjęcie zrobiłam specjalnie dla tej scenografii. Tutaj tego może nie widać, bo zdjęcie kiepskie, ale z widowni sprawia wrażenie bardzo realistycznej. Kto mnie zna, to wie, że to moje klimaty 😊.

 

A za oknem jesień i cudowne poranne październikowe mgły.

I wieczorne zachody słońca ...

Trzymajcie się cieplutko i miejcie najlepiej na świecie ❤️

 



niedziela, 13 września 2026

Typowo wrześniowo

 Nasz staruszek Bilbo po letnim biwakowaniu w ogrodzie, zarówno w dzień jak i w nocy, zaczął coraz częściej wchodzić do domu, a nawet udało mu się 3 razy w domu przenocować, a to znak, że jesień tuż tuż i czas się ewakuować z podwórka w bardziej przyjazne miejsca domowego zacisza.

 W ogrodzie w tym roku obrodziły jabłonie i śliwy, jedynie grusza się zbuntowała i obdarzyła nas tylko jedną gruszką. Za to winogrona również w tym roku dostatek. Najfajniejsze jest to, że mamy kilka odmian winogron i dojrzewają one w różnym czasie, a to oznacza, że jednym z moich ulubionych owoców mogę się delektować baaardzo długo.

 A dzisiaj niedzielne szybkie ciasto ze śliwkami i śliwkowo-jabłkowy kompocik.

 

 Jarzębina przed domem to było moje marzenie i teraz nie mogę się na nią napatrzeć, tym bardziej, że  pierwszy raz tak pięknie i gęsto zaowocowała.


 I spacery do lasu, które o tej porze roku wymagają zabrania ze sobą koszyka ...

Dzisiaj trochę u nas pada, a w według prognoz, w nocy deszcz ma padać dużo mocniej, więc jest nadzieja na więcej grzybków :D

I jak zawsze trzymajcie się cieplutko i miejcie najlepiej na świecie ❤️