Translate

sobota, 26 września 2020

O Mrozie przy kozie

Sezon palenia w naszej kozie mogę ogłosić jako rozpoczęty. W ciągu dnia jest nawet fajna temperatura, ale jak tylko wieczorem zajdzie słońce robi się jednak chłodno. A przy palącej się kozie to i temperatura parę stopni wzrośnie i dodatkowo taka fajna ciepła domowa atmosfera się robi. Bardzo lubię ten czas wczesnej jesieni. Tęsknota za minionym latem przechodzi na plan dalszy i zaczynam dostrzegać  i doceniać zalety jesieni, nawet w tym padającym od wczoraj deszczu, na który już czekałam od dłuższego czasu.



A dodatkowo coraz dłuższe wieczory dają więcej czasu na czytanie. Aktualnie pochłonięta jestem Remigiuszem Mrozem. Bardzo długo odkładałam jego książki na później i dopiero teraz sięgnęłam po pierwszą z nich. Jest to złapana przypadkowo "Kasacja", która wciągnęła mnie bardzo szybko, a dzisiaj w Biedronce trafiłam na "Rewizję". Tylko okazało się, że "Rewizja" jest trzecią częścią tej serii, a przed nią jest "Zaginięcie" . I teraz pytanie do znawców i znawczyń: Czytać "Rewizję" czy lepiej nie przeskakiwać i najpierw poszukać "Zaginięcia".  Czy kolejność ma tutaj jakieś znaczenie?


 A póki co, kończę "Kasację" siedząc sobie wygodnie w fotelu przy kozie 😊📖


czwartek, 24 września 2020

"Kogucik - Złoty Grzebyczek"

Niby człowiek dorosły, a cieszy się jak dziecko, gdy bajeczkę do ręki dostanie 😁  Nie tak dawno pisałam tutaj o książce z bajkami A. Tołstoja i tam była też pewna bajka z dzieciństwa, którą bardzo, bardzo lubiłam i tak  zapadła mi w pamięć, że mogłam jeszcze teraz jej niektóre fragmenty cytować z pamięci. Teraz już nie muszę tego robić z pamięci, bo oto wczoraj stałam się właścicielką tej bajeczki. Nie w zbiorze bajek, ale jako osobne wydanie, co jest dla mnie jeszcze bardziej cenne. Oto moja najnowsza zdobycz:

 


"Kogucik - Złoty Grzebyczek" dołączył do książek, które mają u mnie swoją specjalną półkę 😊





wtorek, 22 września 2020

Kwiatowe sprostowanie

 Miałam je zrobić jako edit we wczorajszym wpisie, ale ponieważ byłby raczej mało zauważalny, więc będzie specjalny osobny post. Przede wszystkim dziękuję Morganie za wytknięcie mi błędu w nazwie kwiatka, którego wczoraj spotkałam przy strumyku. Oczywiście nie jest to tytoń szlachetna, jak wskazała aplikacja identyfikująca rośliny po zrobieniu na komórce zdjęcia tylko tak, jak napisała Morgana jest to niecierpek gruczołowaty.  Dzisiaj specjalnie poszłam sprawdzić i zrobić lepsze zdjęcia, o które było dość trudno, bo tak jak wczoraj już po zachodzie słońca. Widać tutaj zdecydowanie lepiej, że to niecierpek.



Niniejszym przepraszam za wprowadzenie w błąd i tym samym potwierdzam, że żadne tam nowoczesne aplikacje nie zastąpią tradycyjnych atlasów roślin i kwiatów. Zresztą gdyby co, to już wiem, że zawsze mogę na Was liczyć 😊

 

 

poniedziałek, 21 września 2020

Poniedziałkowy poranek ... i wieczór.

Są takie dni, że wyjeżdżam z domu do pracy o pranku i wracam przed wieczorem. I tak też było dzisiaj. Rano zdążyłam zrobić tylko dwa zdjęcia, jedno  kierując aparat na wschód ...

... i drugie, patrząc na zachód.

 


A po pracy, już pod wieczór zdążyliśmy pójść jeszcze na mały spacer ze znajomymi i oczywiście obowiązkowo ze smyczami. Psiaki na ten moment czekają grzecznie cały dzień.

I taki piękny kwiat spotkaliśmy nad strumykiem - tytoń szlachetny. Zdjęcie trochę słabe, ale już było po zachodzie słońca i wyszło jak wyszło.

I to na tyle byłoby poniedziałku. Wieczorem jeszcze chwila dla relaksu z książką i sudoku, a o nowej formule bloggera pisać nie będę, bo wieczorem szkoda się już denerwować, ale powiem tylko tyle, że do przyjaznych nie należy. Jutro może będzie lepiej, bo dzisiaj bardzo źle pisało się posta i wstawiało zdjęcia.


sobota, 19 września 2020

Trzy ogniska

 W ten weekend żadne z dzieci nie przyjechało na Pastwisko, wszystkie gdzieś w rozjazdach. A my palimy sobie dzisiaj wieczorem ognisko, słuchamy nadchodzących od strony lasu ryczących jeleni, bo rykowisko już trwa od jakiegoś czasu i przychodzi zdjęcie od córki z tekstem - A ja mam ognisko. No to odsyłamy zdjęcie ze swoim ogniskiem, żeby nie myślała, że my mamy gorzej. Mija dosłownie chwila, jak przychodzi kolejne zdjęcie z tekstem - Ha - tym razem od syna. Zgadniecie co było na tym zdjęciu? Oczywiście ognisko, przy którym właśnie sobie siedzą na Mazurach. Trzy ogniska w jednym czasie, każde gdzie indziej, bez żadnego umawiania się. 




 Do kompletu brakuje ogniska u najstarszego syna, ale w mieście w bloku raczej trudno by im było je rozpalić  ;)



czwartek, 17 września 2020

O "Moim kraju nad Wisłą"

 Jakieś 10 dni temu chwaliłam się tutaj aktualnie czytaną książką, a dzisiaj parę słów na temat moich czytelniczych doznań. To nie będzie recenzja książki, ale opowiem o tym, jak ja czytałam "Mój kraj nad Wisłą". 

 

 Zaczęłam tradycyjnie od wstępu, potem pierwszy rozdział, drugi rozdział. Rozdziały są krótkie, opisy bardzo konkretne i zwięzłe, więc to była "chwila moment". Pomyślałam potem, że przeglądnę całą książkę pod kątem opisów miejsc, które znam, w których byłam, albo o których słyszałam. I tak zrobiłam. Po znalezieniu rozdziałów "Duch Gór Olbrzymich"  i "Samotnia" iskierki pojawiły się moich oczach - wszak to moje tereny, a Śnieżkę mam prawie pod nosem!  I tak sobie czytałam skacząc z początku książki na koniec, to znowu wracałam gdzieś na środek, aż skończyło się to co znajome i wtedy przyszedł czas na miejsca, których nie znam. A tych pięknych miejsc w naszym kraju nad Wisłą jest bardzo bardzo dużo i wcale nie trzeba zjeździć pół świata, żeby dostrzec piękno natury czy ciekawą architekturę, ale trzeba umieć docenić to co mamy tu na miejscu.  Czytając (przynajmniej w moim przypadku tak było) odnosi się wrażenie rozmowy, a właściwie opowiadania osoby, która wróciła z podróży i dzieli się wrażeniami. Bez mentorstwa i nadmiaru danych historycznych, których jest dokładnie tyle, ile potrzeba,  a jak ktoś będzie potrzebował więcej, to znajdzie w innych źródłach. A co jeszcze ważne, co znalazło się w książce oprócz opisów samych miejsc, to ludzie z tymi miejscami związani, to zdarzenia i wydarzenia, to legendy i różne ciekawostki, których nie sposób znaleźć w typowych przewodnikach. A przede wszystkim to osobiste emocje autorki, którymi dzieli się z czytelnikiem.  I jestem pewna, że gdy odwiedzę kiedyś te miejsca opisane w książce, to na pewno będę w jakiś sposób widziała je oczami autorki. Jako punkt zaczepienia będę wyszukiwała w pierwszej kolejności tego, o czym pisała, co było dla niej ważne i na co zwróciła uwagę, a dopiero potem przyjdzie czas na własne obserwacje, spostrzeżenia, porównywania  wrażeń, pogłębiania wiedzy o tym miejscu kierując się już własnymi  odczuciami.

 

 Książka dodatkowo ma jeszcze jeden bardzo fajny atut - mieści się w torebce (przynajmniej mojej), dzięki czemu można spokojnie zabrać ją ze sobą w podróż, nawet jeśli nie wybieramy się w miejsce, które jest w niej opisane. Bo nigdy nie wiadomo, czy akurat przez przypadek, czy innym zrządzeniem losu znajdziemy się w miejscu, które autorka umieściła na kartach swojej książki.

 Stokrotko, dziękuję bardzo :)




wtorek, 15 września 2020

Psie porównania

Któregoś dnia jeszcze w czasie wiosennej kwarantanny społecznej, podczas domowych rodzinnych rozważań na tematy ważne i bardziej ważne, wypłynął wątek dotyczący powiedzeń i sformułowań, w których występuje pies. Zaczęliśmy je wymieniać i okazało się, że praktycznie wszystkie mają negatywny oddźwięk. Może z wyjątkiem "wierny jak pies", ale to też można różnie interpretować. No właśnie, z czego to wynika?  Czy z tego, jak psy były postrzegane i traktowane?

- na psa urok
- i tu jest pies pogrzebany
- wierny jak pies
- pies na baby
- ostatnich gryzą psy
- psia mać
- pieskie życie
- psia pogoda
- pies z kulawą nogą tu nie zagląda
- pies ci mordę lizał
- zimno jak w psiarni
- zabiję jak psa

Znacie jeszcze jakieś powiedzenia z psem w roli głównej?

Tak wygląda "pieskie życie",  gdy na dworze "psia pogoda".