Translate

środa, 31 grudnia 2025

Na ten Nowy Rok!

Niech Nowy Rok otworzy nowe możliwości i przyniesie mnóstwo inspiracji. Życzę wszystkim, abyście czerpali z życia pełnymi garściami i cieszyli się każdą chwilą.  Niech te kolejne dwanaście miesięcy wypełni się wieloma sukcesami, pięćdziesiąt dwa tygodnie będą czystą radością. a każdy z trzystu sześćdziesięciu pięciu dni przepełnia sama miłość.


 A tymczasem za moim oknem sypie coraz mocniej, śniegu coraz więcej. 2025 rok żegna nas przystrajając świat w uroczystą biel. 

 Miejcie się najlepiej na świecie i do zobaczenia w nowym już 2026 roku


wtorek, 30 grudnia 2025

Grudzień z bieżnią czyli szybkie podliczenia.

Edit, czyli 100 km pękło 😀
 
Nigdy nie robiłam jakichś specjalnych podsumowań kończącego się roku, ale dzisiaj się troszeczkę wyłamię i zrobię takie mini podsumowanie może nie roczne, ale miesięczne/grudniowe mojego zimowego wyzwania na bieżni. 

 

Sumując wszystkie wyniki poszczególnych dni, jakie pokazały się tutaj na blogu, wynik ogólny grudniowy wygląda tak:

Czas - 15 godz. 6 min. - 16 godz. 41 min. 28 sek.
Dystans - 90 km 300 m - 101 km 200 m
Spalone kalorie -  2903 cal - 3212 cal
Średnie tempo marszu - 6 km/godz - 6,15 km/godz

Kusi mnie, aby zamknąć ten miesiąc w 100 km, tym bardziej, że brakuje tylko 9 km i 700 m. czyli dwa spokojne treningi a czasu dużo, bo do jutra do północy.

W styczniu oczywiście będę kontynuować to wyzwanie, ale już bez zapisków na blogu. Możliwe, że zrobię tylko podsumowania miesięczne, tak jak teraz i jeśli wystarczy mi zapału to może i podliczę cały rok 2026. Chociaż tak daleko w przyszłość raczej nie próbuję nic planować, bo jeszcze nie wiem co będzie jutro 😉.

Trzymajcie się cieplutko i miejcie najlepiej na świecie w te ostatnie dni 2025 roku 😊.

 

sobota, 27 grudnia 2025

Świątecznie czyli poświątecznie.

 Święta za nami, ale ten świąteczny klimat wciąż jeszcze czuć w powietrzu. Zostawiam na pamiątkę tych dni malutką relację składającą się z kilku zdjęć. 

Wigilijny stół, wszystko gotowe.

Choinka przystrajana w tym roku na chwilę przed kolacją z nostalgicznym kolorowym łańcuchem.
 
Tym razem "Betlejemska Szopka" z kościoła farny w Jaworze. 

Nasz dom w świątecznej odsłonie.

I świątecznie przystrojony świat za naszym oknem ...

 


I teraz ten dziwny czas, jakby zawieszenia między świętami a Nowym Rokiem. Coś się skończyło, ale nie do końca jeszcze, bo nowe jeszcze nie nadeszło. Nie wiem dlaczego, ale co roku o tej porze mam takie dziwne odczucia co do tych ostatnich grudniowych dni. A tymczasem do dokończenia zostały mi jeszcze dwie rozpoczęte wcześniej książki. W sumie 619 stron w 4 dni - powinno się udać. 

 Miejcie się najlepiej na świecie w ten poświąteczny czas :)

 

środa, 24 grudnia 2025

Wigilia 2025

 Aby Chrystus narodzony na nowo 
obudził w nas to, co jeszcze uśpione,
i ożywił to, ci już martwe;
Aby światło Jego słów
prowadziło nas przez życie każdego dnia. 

Życzę wszystkim pięknych Świąt Bożego Narodzenia 
 pełnych radości, pokoju, nadziei i miłości. 

A Wigilia w tym roku na biało ...


... i z lekkim mrozem  😊



Miejcie się się najlepiej na świecie w ten piękny świąteczny czas :)

 

wtorek, 23 grudnia 2025

Mój Adwent - dzień 24

"Rodzisz się dziś, nie w cichą noc sprzed lat, Lecz w nasz zmęczony, zraniony świat, W ludzkich niepokojach, w zagubieniu dróg, By przynieść sercu pokój, by rozpalić wiarę znów."

 Posłuchajcie w chwili ostatnich przygotowań do wigilijnej kolacji - "Rodzisz się dziś".

Pogoda zmienną jest - rano deszcz, popołudniu śnieg. Zapowiada się biała Wigilia.

Widok za oknem na dzień dobry...
... i na dobranoc.

I takim zimowym akcentem "mój Adwent" dobiega końca. Jutro już ostatnie przygotowania zanim usiądziemy rodzinnie do wigilijnego stołu, podzielimy się opłatkiem i złożymy wzajemnie życzenia. Również i ja pojawię się jeszcze na momencik tu "za moim oknem" z wirtualnym opłatkiem, aby zamknąć to adwentowe wyzwanie.  Dziękuję za wasze wizyty i komentarze i miejcie się najlepiej na świecie w ten cudny przedświąteczny czas 🥰.


poniedziałek, 22 grudnia 2025

Mój Adwent - dzień 23

  "Przenikasz i znasz mnie Panie, wiesz kiedy kładę się i wstaję, i czytasz z daleka w moich myślach. Czuwasz nad moją pracą i odpoczynkiem i wiesz o wszystkich drogach moich." Ps 139.1-3

 Pogodowo cały czas tak samo czyli mgły, mgły i mgły.


Pomimo, że tradycyjnymi ciastkami świątecznymi są pierniczki, ja się od zawsze wyłamuję i u nas są ciasteczka amoniaczki. Podobnie jak pierniki mogą leżeć bardzo długo, a im dłużej tym są smaczniejsze. problem jest tylko taki, że nikt im na to nie pozwoli i znikają w szybkim tempie.


Przyszła kolej na szydełkowe aniołki. Trochę tak na ostatnią chwilę ale lepiej późno niż wcale, zresztą choinki jeszcze nie mam, więc zmieściłam się z aniołkami w czasie. Takie przestrzenne aniołki robiłam pierwszy raz, pierwszy raz je też usztywniałam. Pomyślałam,  że w tym wypadku sam krochmal to może być za mało, więc wedle instrukcji uzyskanej na yt zakupiłam ługę i klej wikol. Połączyłam w proporcjach "na oko" czyli więcej ługi i trochę wikolu i mam nadzieję, że efekt będzie zadowalający. 

 

Moje zimowe wyzwanie na bieżni. 


Tym razem jedna sesja poranna i marsz przy lekkim nachyleniu bieżni - wynik: czas - 34min i 2 sek, dystans - 3 km 400 m i spalone kalorie - 103 cal.

Od jutra wyzwanie zawieszam i wrócę dopiero do niego poświętach czyli pewnie w sobotę, bo teraz czas na bardziej świąteczne sprawy.

 Miejcie się najlepiej na świecie i do zobaczenia jutro w przedostatni dzień Adwentu.

 

niedziela, 21 grudnia 2025

Mój Adwent - dzień 22

 Miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą”. 1J 3.18

 Czwarta Niedziela Adwentu -  na wieńcu pali się Świeca Miłości zwana też świecą Aniołów. Cztery świece to pełnia światła, symbolizująca miłość Boga do ludzi.  

 

I znowu w drodze, tym razem jedziemy zdecydowanie bliżej niż w zeszłym tygodniu i w innych całkiem okolicznościach. Wybraliśmy się w odwiedziny, której pretekstem były grzyby na święta, których niestety w tym roku nasze lasy nam poskąpiły. Niby jakieś jeszcze wcześniejsze zapasy miałam, ale to bardziej na powąchanie niż zjedzenie. A każdy pretekst jest dobry, żeby odwiedzić rodzinkę. Tym bardziej, że widzimy się zdecydowanie zbyt rzadko.

Tak wyglądał za oknem niedzielny poranek. Ta poranna mgła postawiła znak zapytania czy w ogóle pojedziemy.

Po powrocie z kościoła z porannej Mszy mgła się nieco podniosła, więc stwierdziliśmy, że jedziemy, najwyżej jak będzie ciężko na drodze (a przed nami prawie 200 km), to zrobimy brakujące zakupy w upatrzonym sklepie i wrócimy do domu. Początek drogi wyglądał tak, jak na poniższym zdjęciu:

 
Jednak gdy zjechaliśmy około 200 m n.p.m. niżej okazało się, że widoczność zdecydowanie się poprawiła i wszystko wskazuje na to, że zaplanowane odwiedziny się odbędą zgodnie z zapowiedzią.


Po drodze skok w bok do dużego sklepu i mamy sękacze.
 

Kupiliśmy też brakujące nam karpie, za które zapłaciliśmy podwójnie, bo pani na kasie nabiła dwa razy, co zostało przeze mnie zauważone dopiero parę godzin później. Co ciekawe, zawsze w sklepach staram się śledzić na wyświetlaczu to, co tam kasjerka nabija i kasuje, dzisiaj chyba poczułam przedświąteczny luz i to przegapiłam. Trudno, jakoś przeżyję, bo to nie była bardzo wysoka kwota, ale dlaczego mam sponsorować jakieś sieci handlowe? Wolałabym dać te pieniądze komuś w potrzebie. No cóż, jest nauczka, że zawsze trzeba być czujnym. Ale z zakupami koniec, mamy wszystko co potrzeba i mogę zająć się spokojnie pieczeniem, gotowaniem i innymi przygotowaniami do świąt.

No i są grzybki, a dokładnie suszone kapelusze podgrzybków, które znajdą się na stole wigilijnym  usmażone w cieście naleśnikowym. Dziękuję siostra 🥰.

Na bieżnię dzisiaj czasu nie było, czyli wykorzystałam drugi dzień "bezbieżniowy" w tygodniu, jaki sobie przyznałam podejmując to zimowe wyzwanie.

Trzymajcie się cieplutko  i miejcie najlepiej na świecie w te ostatnie dni Adwentu 😊.


sobota, 20 grudnia 2025

Mój Adwent - dzień 21

 "Nie ufaj swoim bogactwom i nie mów "Sam sobie wystarczę"." Syr 5.1

Prognozy pogody się sprawdziły, czyli miało padać i padało. Może niezbyt mocno, ale mokro było. Tylko szkoda, że to deszcz a nie śnieg. Śnieg przed świętami tworzy taką specjalną atmosferę, wszystko wydaje się takie inne, niecodzienne, świąteczne. Podobno zima na nadejść w same święta.  


Dzisiejszy dzień jest jednym z takich, kiedy uświadamiam sobie, że właściwie nie bardzo mam o czym  pisać na blogu. Nie wydarzyło się ani nic szczególnego ani spektakularnego. Po wczorajszej aktywności i dumie z efektów miałam ambitne plany na dzisiaj, co ja tu nie narobię a wyszło dokładnie odwrotnie. Z całych planów został zrealizowany solidnie jeden punkt a mianowicie duże, typowo świąteczne zakupy. I to się udało zrealizować.  Ludzi w sklepach ilości ogromne, więc cieszę się, że udało nam się dzisiaj kupić prawie wszystko ze świątecznej listy. Do wykreślenia z takich większych rzeczy został jeszcze tylko karp. Nie wiem czy ta przedświąteczna gorączka w sklepach czy dzisiejsza pogoda spowodowała, że nie miałam już potem chęci na inne rzeczy. Odpuściłam sobie nawet bieżnię wykorzystując jednocześnie zgodnie z założeniem, że 4 dni na bieżni w tygodniu już mam wyrobione. I na koniec wyszło, że sobota poza zakupami była książkowo-odpoczynkowa. Nawet pozwoliłam sobie na małą popołudniową drzemkę, co już dawno mi się nie zdarzało. Wszystko zgodnie z porzekadłem "robota nie zając, nie ucieknie".

W październiku, jeden z moich blogowych wpisów miał tytuł "Gdy nic nie można zrobić", a dzisiaj dostałam kolejną wiadomość zza oceanu, która potwierdza, że moc wraca, idzie ku dobremu. Powolutku, ale najważniejsze, że do przodu 💪❤️. 

Trzymajcie się cieplutko i miejcie się najlepiej na świecie. Pa 🥰

piątek, 19 grudnia 2025

Mój Adwent - dzień 20

 " Ścieżka sprawiedliwych jest jak światło poranne, które staje się coraz jaśniejsze, aż dojdzie do dnia pełnego. Droga przewrotnych jest jak ciemność, nie wiedzą o co się potkną." Prz 4.18-19

 Piękny dzień nie tylko pogodowo i wcale nie grudniowo.

 

 No to się dzisiaj działo! Kto mnie uważnie czyta to wie, że uwielbiam narobić się fizycznie, tak żeby poczuć w kościach efekty tej pracy oczywiście oprócz efektów tych zamierzonych. Dzisiaj właśnie był do tego idealny dzień. Przy bramie wjazdowej, którą już od dawna zamierzamy wymienić z budowlanej na docelową  rośnie świerk, sosna i jarzębina. Świerk i jarzębina posadzone zostały w tym miejscu z pełną świadomością ich przyszłego wzrostu, zaś sosna postanowiła się zasiać sama dokładnie między nimi. Na dodatek w bardzo niesprzyjających warunkach, bo w owym czasie leżała tam kupka kamieni, co jej wcale nie przeszkadzało. Jak postanowiła tak też zrobiła, a my grzecznie pozwoliliśmy jej rosnąć.  I wszystko było fajnie dopóki drzewka były małe. Teraz też jest fajnie, ale zrobił się problem, bo nie widać z domu jak ktoś podchodzi albo podjeżdża samochodem pod bramę. No to zabrałam się za przycinanie gałęzi.  Zamierzony efekt osiągnęłam a na poniższych dwóch zdjęciach  okazja do zabawy "znajdź różnicę". Przy okazji mam mnóstwo gałązek świerkowych i sosnowych do świątecznych stroików.

Zdjęcie przed ...
 
Zdjęcie po ...
 
 W ramach odpoczynku po wykonanej pracy wybrałam się na spacer. Chciałam pójść do lasu, ale dochodzące stamtąd wystrzały polowania zmieniły moje spacerowe plany z lasu na łąki. Pieskom to chyba właściwie wszystko jedno, spacer to spacer.
 
 

Przy okazji zdjęcie nie z domu, tylko domu z miejsca, które widać na zdjęciach robiąc widoki z okna tarasowego ewentualnie kuchennego.  
 

To co zaplanowane to wykonane, pieski zadowolone po spacerze, a słoneczko dalej świeci, a ponieważ nie wiem kiedy będzie kolejny taki piękny dzień, postanowiłam go wykorzystać maksymalnie i wyciągnęłam na taras szafki nocne, które już bardzo długo czekają na odnowienie i zmianę wyglądu. No to papier ścierny do ręki i do roboty. Poszło szybko, bo trzeba było zetrzeć tylko wierzchnią warstwę lakieru. Teraz tylko malowanie metodą przecierki i można wstawiać szafki do sypialni. Ale to już innym razem, może się uda do świąt, a może się nie uda, zobaczymy.
 
 

Moje zimowe wyzwanie na bieżni.
Sesja poranna, lekkie nachylenie bieżni - wynik: czas - 31min i 15 sek, dystans - 3 km i spalone kalorie - 90 cal.
Sesja wieczorna na takim samym nachyleniu - wynik: czas - 36 min i 15 sek, dystans - 3 km 500 m i spalone kalorie -  105 cal.
 
I podsumowując wszytko dzisiejszy dzienny wynik wygląda tak:  czas -  1 godz. 7min i 30 sek, dystans -  6 km 500 m i spalone kalorie - 195 cal.

Trzymajcie się ciepło i sucho, bo jutro ma podobno padać, przynajmniej u nas i miejcie się najlepiej na świecie 🥰