Zastanawiam się czasami, czy przyjdzie taki czas, że nie będę miała już żadnej ziemi do przerzucania " z stamtąd tam" przy tym naszym domu ;) Bo jak na razie, to nic nie zapowiada końca tej mojej działalności. A oto mój plan na najbliższy tydzień:
Ziemię z stąd ....
... przerzucić tu.
Oczywiście po drodze zbierając roślinki ze skarpy i przesadzić je na nowe miejsce, którego jeszcze dla nich nie znalazłam. A docelowo skarpa zostanie przykryta agrowłókniną i posadzony będzie barwinek, który przywieziony od pana Henia z Sokolej czeka cierpliwie w wiaderku.
Barwinek ma sobie spokojnie rosnąć i zakryć całą skarpę, a ja mam mieć już spokój z tą częścią ogrodu :)
Aktualizacja czyli dokładam ostatnie zdjęcia robione bez wychodzenia z domu przez okno, a właściwie to przez drzwi tarasowe. Jakościowo może nie są najlepsze, ale daną chwilę jakoś uchwycą ;) i dlatego warto trzymać aparat pod ręką :)
Wielkanoc z koronawirusem w tle. Taka inna, nietypowa, bez tego przedświątecznego zamieszania, oczekiwania na przyjazd dzieci i świątecznego hałasu, mszy w kościele i święcenia pokarmów. Czyli cicho i spokojnie. Dziwnie. Dobrze, że można zobaczyć się i porozmawiać przez internet, ale nie oszukujmy się, to nie zstąpi prawdziwych spotkań i przebywania razem.
A nad stawem biała czapla, gościnnie w drugi dzień świąt.
Tradycyjnie, na naszym pastwisku, razem z wiosną przychodzi sezon mocno zaawansowane na prace ziemne. Za punkt honoru postawiłam sobie, jak najwcześniejsze uporządkowanie skarpy przy domu. Jest nowa koncepcja, jest nowy zapas kamieni i wyjątkowo dużo czasu spowodowane przymusowym siedzeniem w domu. Jak już trzeba siedzieć, to nich przynajmniej ten czas będzie efektywnie wykorzystany.
Tu będą schody... w przyszłości ;)
Miejsce na zbiorniki na deszczówkę.
Warzywnik czekający na tegoroczne zagospodarowanie.
I czekające na rozkwitnięcie tulipany.
Dostawa zapasu kamieni na murki.
Miało być wyrównane tylko pod dwa rządki lawendy...
Nie było dane nam tej zimy nacieszyć się śniegiem. Jedyny taki epizod śnieżny miał miejsce 28 lutego 2020 r. gdzie spadło trochę śniegu, ale po paru godzinach stopniał. Za to teraz mamy takie zimowe prima aprilis ;)
Koronawirus szaleje, a my siedzimy na naszej wsi i wykorzystujemy czas, kiedy wszystko pozamykane i najlepszym wyjściem (a nawet nakazem) jest siedzenie w domu. W bloku byłoby ciężko, tutaj mamy dużo przestrzeni bez ludzi. Ale za to jest przyroda i wszelkie znaki na niebie i ziemi, że nadeszła wiosna.Co prawda na dzisiejszy wieczór zapowiadają ochłodzenie i opady śniegu, ale przecież wciąż jest marzec i staropolskie przysłowie "w marcu jak w garncu" cały czas ma swoje uzasadnienie w pogodzie.
Dzisiejszy wpis będzie pod znakiem ptaków. W pierwszy dzień wiosny pokazały się u nas bociany. Trochę wcześniej pojawiły się na pastwisku żurawie, a trzy dni temu czaple. O stadach szpaków nawet nie wspominam ;).
I żurawie :)
I dla uzupełnienia: przyleciały mewy (chyba mewy 😉) i łabędzie.
A tutaj zdjęcie dla spostrzegawczych ;)
I takie to oto nasze okoliczności przyrody podziwiane z okna :)