Translate

czwartek, 1 stycznia 2026

Wejść w 2026 rok

No i weszłam. Tak dosłownie.  Pierwszy dzień stycznia zaczęłam od zimowego spaceru, a właściwie marszo-spaceru i nie na bieżni tylko w terenie w pięknym zimowym przebraniu. Ponieważ nie był to spacer dla spaceru tylko konkretna trasa i cel, więc idąc "tam" szłam w tempie szybkiego marszu, zaś droga powrotna to już spokojny spacer, z zatrzymaniem się, rozglądaniem dookoła czy też zrobieniem zdjęcia. Niestety, wracając musiałam trochę skrócić trasę i pójść nie lasem tylko na przełaj przez łąkę po tym, jak usłyszałam strzały polowania. 

 




Chwilę po powrocie do domu ta sama łąka, co na zdjęciu wyżej, tylko z drugiej strony, czyli zdjęcia zrobione z okna domu. Ogromne stado jeleni i łań. Myślę, że spokojnie ok 100 osobników bym się doliczyła, gdyby tylko chciały stać dłużej w jednym miejscu zamiast co chwilę się przemieszczać.



 
I wyszedł w sumie bardzo fajny wynik. Gdyby nie ten skrót przez łąkę, byłoby trochę ponad 10 km.

 Jeden wniosek po dzisiejszym spacerze - kupić porządne buty do zimowych marszów w terenie.
 
Lekka zmiana tematu.
1 stycznia - niby to tylko data w kalendarzu, ale nie czarujmy się, wszyscy wiążemy z nią nasze nowe nadzieje, plany, obawy, postanowienia.  We wcześniejszym moim wpisie wspomniałam, że nie robię posumowań na koniec roku, tak samo nie robię żadnych noworocznych postanowień. Kiedyś coś tam sobie postanawiałam, teraz już nie. Nie wiem tak naprawdę, co będzie jutro, z czym będę musiała zmierzyć się za tydzień czy miesiąc. Mam oczywiście jakieś plany - coś dokończyć, coś zrobić od podstaw, czegoś się nauczyć, ale są to plany bardzo elastyczne. Dobrze, jeśli się uda, a jeśli nie to trudno, widocznie nie była to rzecz najbardziej istotna, jakby się wydawało na początku, a może wydarzy się coś ważniejszego. 
Niech się dzieje, chwytamy każdy dzień z osobna i niech łączą się one w całość.
 
Trzymacie się cieplutko w tym już kolejnym roku i miejcie najlepiej na świecie. 😊🥰