Translate

poniedziałek, 6 października 2014

I jest już woda.

Na pastwisku dzisiaj dwie ekipy, dwie koparki i 6 wywrotek piasku. Droga nieprzejezdna, las przekopany, ale za to będzie woda :). Pan Wojciech dotrzymał słowa i już z samego rana pojawił się na pastwisku  ze swoją koparką i panem koparkowym oraz niezbędnym do podłączenia do sieci wodociągowej sprzętem. 

 








Za każdym razem jak się tam pojawiam, to nie mogę się nadziwić, że jedna budowa takiego małego domku, powoduje taki ruch i angażuje tyle ludzi. Ciągle ktoś przyjeżdża, odjeżdża, dzwoni, ustala pomijając oczywiście już tych, którzy są tam od rana do wieczora. Nie wiem dlaczego, ale oglądając okoliczne budowy jakoś nie dostrzegam tam aż takiego ruchu. A o przyśpieszonym trybie podejmowania decyzji i załatwiania spraw nawet nie będę się rozpisywać.
Jutro dzień przerwy a w czwartek dostawa brakujących bloczków i dodatkowych wywrotek piachu i pierwszy etap, czyli poziom "zero" coraz bliżej finału. 



niedziela, 5 października 2014

Minął tydzień

Oliwka jeszcze w ziemi, ale już pomału coś widać - ściany fundamentowe. Aby uzyskać poziom "zero" brakuje jeszcze 2 -3 rzędów bloczków od strony drogi, od garażu trochę więcej, bo wyszła spora różnica poziomów. Po tygodniu prac stan jak na zdjęciach poniżej.




sobota, 4 października 2014

Tym razem o wodzie.

Na pastwisku chwila spokoju po wylaniu ław fundamentowych, ale jeśli chodzi o nas to nie ma przerwy w załatwianiu miliona spraw. I wszystko najlepiej na wczoraj. Co ciekawe właśnie przekonaliśmy się, jak człowiek może być mobilny i ile można załatwić i zrobić w ciągu paru godzin dnia, bo jeszcze trzeba przecież iść do pracy. W momencie, kiedy wydaje się, że wszystko pięknie i gładko płynie, to jednak zawsze musi coś wyskoczyć, tym razem wyszła sprawa wody. 

 
Po wizycie na działce radiestety okazało się, że woda jest, ale na głębokości poniżej 45 m, chyba że chcemy podskórną to wystarczy kopania na 5 m w dół.  Zapadła decyzja, że docelowo podłączymy się do sieci wodociągowej, a na cele budowy załatwiliśmy w gminie dostęp do hydrantu, który znajduje się parę metrów od granicy działki. No i było pęknie do czasu, kiedy okazało się, że z hydrantem jest coś nie tak i wody nam nie da, a następny jest ok. 150 m dalej. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;) Popsuty hydrant przyspieszył tylko decyzję o doprowadzeniu wody w trybie natychmiastowym, czyli mamy już pana Wojciecha, który w poniedziałek będzie działał z przyłączeniem, a strażacy z OSP użyczą swojego węża strażackiego na sobotę, aby nalać wodę do zbiornika na bieżące prace.
A w przyszłości studnię i tak sobie wykopiemy. Taką :)



czwartek, 2 października 2014

Czwarty dzień budowy

Czwartego dnia od rozpoczęcia prac powstała droga dojazdowa prowadząca od wjazdu na działkę do garażu, zostały zalane fundamenty i przywieziono pierwszą partię bloczków betonowych. Ponieważ wszystko widać  na zdjęciach odpuszczę sobie opisy :)




 
  

 





wtorek, 30 września 2014

A było tak ładnie ...

Nie ma już ładnego pastwiska - jest rozkopany plac budowy :) Panowie pracują od świtu do zmierzchu i oto efekty dwóch dni ich pracy:

Łopata wbita :)

i koparka rusza do akcji

zostawiając pierwszy ślad po zdjęciu humusu.

i jeszcze więcej pastwiska pozbawionego humusu,
który piętrzy się tworząc piękny wał ochronny :)

Wykorytkowany wjazd prowadzący od drogi

po łuku

do garażu.

Teraz ławy pod fundamenty

i już widać po prawej stronie salon i kuchnię z lewej na pierwszym planie.

I oczywiście trochę zabałaganiona moja ścieżka.

Podczas wizyty radiestety, pana Zdzisława  na naszej działce przeszłam przyspieszony kurs różdżkarstwa. Podobno mam predyspozycje, więc kto wie czy nie zajmę się tym poważniej :)















niedziela, 28 września 2014

Zaczynamy!

Jutro czyli 29.09.2014r. nasze pastwisko zamieni się w plac budowy.  Po tym jak załatwianie wszelkich formalności nauczyło nas, że wszystko dzieje się powoli i naszym zadaniem jest tylko cierpliwie czekać na decyzje, to tym razem zostaliśmy całkowicie zaskoczeni, kiedy nasz wykonawca powiedział, że w poniedziałek wjeżdża z koparką i ściąga humus, trzy godz.później chciałby geodetę do wytyczenia pod fundamenty, które będą wykopane jeszcze w tym samym dniu, na wtorek rano pręty zbrojeniowe i w podobnym tempie przedstawił nam plan kolejnych prac. Po wysłuchaniu pana Piotra i chwili na zebranie myśli, padło zdanie: "To za tydzień się wprowadzamy" :). To było wieczorem w czwartek, a cały piątek telefony i załatwianie spraw wg listy: kierownik budowy, starostwo, tartak, geodeta (który akurat przeniósł się w czasie i przestrzeni podczas fantastycznych gier terenowych i nie bardzo miał czas na rozmowy z nami) no i kilka jeszcze innych spraw, które okazały się konieczne do rozpoczęcia budowy. Okazało się, że przy dobrej organizacji wszystko da się załatwić, wszyscy są gotowi do podjęcia wyzwania. Chyba tylko ja nie jestem gotowa, bo koparka śniła mi się już 2 noce z rzędu tak, jakbym to ja miała nią jeździć. 

Wczorajsza wizyta na pastwisku zaowocowała wyznaczeniem terenu pod zdjęcie humusu, a dzisiaj jeszcze raz pojechaliśmy napatrzeć się na nasze pastwisko w stanie nienaruszonym (nie licząc oczywiście altanki)




No i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie dodała na koniec zdjęcia mojej ścieżki. Oto jej oblicze w początkach jesieni.


A jutro pobudka skoro świt i na pastwisko wbić pierwszą łopatę :)

piątek, 19 września 2014

Cały czas coś się dzieje.

Sprawa domu na pastwisku zaczyna nabierać i tempa i konkretnych ustaleń. Stan przygotowań na dzień dzisiejszy wygląda następująco:

- pozwolenie na budowę uprawomocnione
- ekipa budowlana umówiona, najistotniejsze sprawy omówione
- kierownik budowy - już po spotkaniu i ustaleniach
- bank - warunki kredytu przyjęte, na dniach podpisujemy umowę
- prąd od sąsiada, bo energetyka podłączy nas dopiero po Nowym Roku
- woda - w przyszłym tygodniu przyjedzie pan od studni i będzie wiercił

A tymczasem na działce stoi już nasza pierwsza konstrukcja, która po wykończeniu ma być altaną.


Kiedy część męska rodziny zajmuje się budową pierwszego domku, ja w pocie i znoju karczowałam dzikie róże, suchy głóg i trzcinę przy ścieżce, przygotowując miejsce pod ogrodzenie i oto efekty (oprócz odcisków na moich dłoniach):

 

I wieczorna mgła -  piękne widowisko, gdy się tak snuje po łąkach. A na łące pod lasem ok. godz. 20.00 zaczynają swój koncert jelenie - rykowisko w pełni.

niedziela, 14 września 2014

Czas na grzyby

Sobotnia wyprawa do lasu - kalosze na nogi, koszyk do ręki i czas na grzyby. Najpierw do naszego 3-arowego po maślaczki,

potem na łąkę obok po kanie



 i prosto ścieżką do lasu

po prawdziwki i podgrzybki.


 i inne grzybki do dokładnego zidentyfikowania. Dlatego w planach na najbliższe zakupy książkowe jest porządny "Atlas grzybów".

Jak na razie to w lesie więcej ludzi niż grzybów, ale zawsze coś tam do koszyka się wrzuci, a sama przyjemność chodzenia po lesie jest nieoceniona. 


A na koniec dnia zachód słońca :)