Wypad trochę szalony, jednodniowy z wyjazdem z domu o godzinie 4.50 i z powrotem trochę przed godziną 23.
Po wejściu na halę, po krótkiej dezorientacji stwierdziłam, że szkoda czasu na błądzenie i sprawdzanie co, gdzie i kiedy, więc w punkcie informacji zaopatrzyłam w program, który właściwie był mi najmniej potrzebny ...
... i zdecydowanie bardziej przydatny plan targów, aby nie chodzić po omacku między stoiskami. Chociaż i tak, aby znaleźć strefę stoisk antykwarycznych musiałam zasięgnąć dodatkowych informacji. Ale tak to jest, jak się jest pierwszy raz w nowym miejscu. Za drugim razem, już nie będzie nowe i zdecydowanie będzie łatwiej i sprawniej się w tych labiryntach książkowych stoisk odnaleźć.
Ludzi bardzo dużo, ale absolutnie nie było problemu z przejściem od stoiska do stoiska, ani zaglądania nikomu przez ramię chcąc obejrzeć wystawione książki.
Autografy tym razem sobie odpuściłam, ale z zainteresowaniem obserwowałam różnych autorów podczas podpisywania książek.
Spotkania z autorami na scenach a przed każdą sceną całkiem sporo miejsca, aby sobie usiąść i posłuchać albo po prostu posiedzieć i odpocząć.
Poniżej zdjęcia z bardzo fajnej akcji "Książka za Książkę". Polegała ona na tym, aby przynieść używaną książkę, odebrać kupon rabatowy na zakup nowych tytułów lub innych produktów z oferty targowej, honorowany na stoiskach wydawnictw, które przyłączyły się do tej akcji - 1 kupon rabatowy to 1 nowy produkt taniej!
Strefa antykwariatów była moim jedynym, ale jednocześnie ogromnym rozczarowaniem tych targów, czyli bardzo, bardzo skromna oferta wystawców antykwarycznych, a to jest miejsce, gdzie zawsze spędzam najwięcej czasu wychodząc z założenia, że nowości zawsze zdążę kupić, jeśli nie na targach to w księgarni, a perełki antykwaryczne na jakie można trafić są nie do przecenienia. Ale pomimo skromności tych stoisk, to trafiłam tu na bardzo długo poszukiwaną książeczkę dla dzieci "Florentynkę" Mariana Orłonia. W mojej klasyfikacji jest to prawdziwa perełka literatury dziecięcej i zdecydowanie złagodziła to moje rozczarowanie.
I ciekawostka, z którą pierwszy raz się spotkałam na targach - stoisko niespodzianka przygotowana przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Krakowie czyli książka za darmo. Podobała mi się reakcja ludzi, kiedy na pytanie o cenę, dostawali odpowiedź : "Nic, za darmo, proszę sobie wybierać :)". Ja wybrałam dwie.
Z dworca Kraków Główny, tramwajem i dwoma autobusami, całkiem sprawnie, bo w zaledwie 30 minut dojechałam do Międzynarodowe Centrum Targowo-Kongresowe EXPO, gdzie od 29 lat odbywają się Międzynarodowe Targi Książki. Przed wejściem do hali ludzi ogrom, dwie kolejki, jedna mniejsza do kas, a druga kilkukrotnie większa dla tych, którzy już mają bilety zakupione przez internet. Ja stanęłam w tej drugiej i mimo ogromnej ilości osób, kolejka przesuwała się bardzo szybko i po około 10, może 15 minutach byłam już w środku.
Na tych regałach wszystkie książki miały jedną cenę - 7 zł.
Troszeczkę po godzinie 16, pełna wrażeń i z wypełnioną książkami torbą opuściłam targi, aby o 17.45 wsiąść do pociągu relacji Kraków Główny - Wrocław Główny, skąd jeszcze przesiadka do pociągu do Legnicy, a tam z oczekującym przed dworcem Jarkiem powrócić do domu.
Jeśli po jednym dniu miałabym skusić się na jakieś podsumowania to przede wszystkim, tak w jednym zdaniu - świetna organizacja w każdym obszarze, organizatorzy Warszawskich Targów powinni brać u nich nauki. Zadbano o każdy aspekt od wejścia, przez przestrzeń dla poszczególnych stoisk, strefę relaksu, miejsca z kawą, wodą, strefą gastronomiczną, po spotkania z zaproszonymi gośćmi w salach, chociaż z powodu bardzo ograniczonego czasu z tej ostatniej oferty nie skorzystałam.
Czy wybiorę się tam ponownie? Jak najbardziej, ale już nie na jeden dzień tylko co najmniej 2 a nawet 3 dni, aby był czas i dla książek i dla samego Krakowa.
Trzymajcie się cieplutko i miejcie najlepiej na świecie😊


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz